niedziela, 4 maja 2014

Rozdział drugi

Rozdział 2

Wygodnie rozparłam się krześle. Nauczycielka poprawiła swojego brązowo - siwego koka i ogarnęła wzrokiem całą halę, po czym rozpoczęła swoją przemowę. Spojrzałam się na żółtokremową plandekę, która służyła za sufit i westchnęłam. Mogę słuchać wszystkich nauczycieli oprócz pani od polskiego. Przemowy ubiera w dziwne słowa, przez co połowa uczniów jej nie rozumie, ale jest przyjaciółką naszej dyrektorki, więc to jej przypada mowa na początek.
 - Serdecznie witam wszystkich tu zgromadzonych! - zaczęła. - Jestem iście zaskoczona, że zgodziliście się przybyć na tak zacną uroczystość!
Zaśmiałam się cicho. Kto używa w dwudziestym pierwszym wieku słów "iście" i "zacnie". No może młodzież, ale rzadko i dla żartów. Przyjaciółka również się uśmiechnęła. Nagle obok mnie usadowił się Filip. Widać było, że też się uśmiecha z powodu przemowy pani Matyldy.
 Filip jest wysokim chłopakiem z opaloną skórą i ułożonymi zwykle na bok włosami o kolorze ciemnego blondu. Nosi czarne okulary, przez które widać jego ładne, zielone oczy. Zwykle chodzi ubrany w swetry, ale do tego ma najczęściej luźniejsze rurki i trampki lub Vansy.
 Gdy przemowa polonistki dobiegła końca wszyscy rozeszli się po ogromnej hali sportowej. Znowu mi się zebrało na wymioty.
- O nie - jęknęłam, po czym rzuciłam się pędem do łazienki. Przyjaciele pobiegli za mną. Naszyjnik znowu wydawał się być gorący.
 Padłam na kolana i znowu wydaliłam z siebie na wpół strawione jedzenie. Chłopak przytrzymał mi warkocza, a Julia pobiegła chyba po coś do picia.
 W końcu poczułam, że chyba już zwymiotowałam wszystko. Po umycie buzi usiadłam na kafelkach, opierając się o ścianę. Odwróciłam głowę i spojrzałam na Filipa, również siedział. Liczyłam na jakieś przyjacielskie pocieszenie, ale zauważyłam tylko rosnący uśmiech na jego twarzy.
- Coś ty, do cholery, jadła? - zapytał, a ja go szturchnęłam. Do pomieszczenia weszła Julia trzymając papierowy kubek z herbatą. Lekko posmutniała na widok nas śmiejących się do siebie. Od dawna podoba jej się Filip, ale ona jemu nie. Jemu podoba się dziewczyna, która mieszka daleko, bo tam, gdzie jego dziadkowie. Ponoć mają kontakt. Kiedyś pokazał nam jej zdjęcie. Rzeczywiście ładna osoba. Długie, czarne włosy, zadbana, blada skóra i rzadko spotykane wśród brunetów niebieskie oczy.
 - Przyniosłam ci herbatę - powiedziała cicho do mnie. Chłopak wstał i podał mi kubek. Przyjaciółka zrobiła się jeszcze bardziej zmieszana.
 Po chwili wszyscy w trójkę wyszliśmy z łazienki. Podeszliśmy do stolika z przekąskami. Sięgnęłam po kubek i wlałam sobie trochę wody z cytryną do niego z niewielkiego, przezroczystego dzbanka. Upiłam łyk, gdy Filip spojrzał na srebrny zegarek na jego nadgarstku. Pobladł i podniósł wzrok na Julę, ona również pobladła. Jej oczy zaszkliły się łzami.
- Eee, o co chodzi? - zapytałam. Chłopak spojrzał na mnie. Jego oczy również poczerwieniały. Zamknął je. Zwróciłam się w stronę przyjaciółki, ale ona zakryła oczy i zaczęła szlochać. Spod powiek Filipa również wypłynęła łza. W tym samym momencie na dworze rozległ się przeraźliwy ryk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz