sobota, 3 maja 2014

Rozdział 1

 Rozdział 1
 - Selena - usłyszałam nad sobą głos ciotki i po chwili poczułam na ramieniu jej dłoń. Jęknęłam. Niepotrzebnie zjadłam wcześniej całą paczkę paluszków popijając to dwoma szklankami coli. Mdłości dotąd nie ustały. Nakryłam się długim, brązowym kocem.
- Jeszcze chwila - pisnęłam spod koca.
- Nie, śpisz już wystarczająco długo. Czyżbyś zapomniała o dzisiejszej uroczystości? - usłyszałam w jej głosie drwiny. Uroczystość, czyli urodziny dyrektorki. Nie wiem, kto wpadł na pomysł wyprawiania jej urodzin dla uczniów szkoły. Ciocia uważała podobnie. Niestety obecność jest obowiązkowa.
- Och, przecież na sto procent połowy uczniów nie będzie!
- Ale ty będziesz w tej połowie, która się tam zjawi.
 Trochę trwało, zanim ciotka zdołała mnie wyciągnąć spod koca. Udałam się w stronę pokoju. Wiedziałam, w co się chcę ubrać. Przygotowałam sobie już wcześniej lekko wytarte dżinsowe rurki oraz białą koszulę z 3/4 rękawami. Do tego oczywiście czarne martensy.
 Kiedy w końcu wyszłam z pokoju ciocia Ania uplotła mi warkocza. Chciałam się podnieść z krzesła, gdy poczułam na szyi metal. Oczywiście od razu się odwróciłam.
- Co to? - spytałam.
- Wisiorek - odpowiedziała Anna. Dostrzegłam w jej oczach smutek. O co chodzi? Przez cały dzień panowała w mieszkaniu nerwowa atmosfera. Myślałam, że to z powodu złej pogody, ale najwyraźniej się mylę. Postanowiłam kontynuować naszą rozmowę.
- Po co mi go założyłaś? - zapytałam. - Przecież wiesz, że go na pewno prędzej czy później zgubię - dodałam z uśmiechem.
- Porządkując biżuterię, znalazłam go - powiedziała ciotka. Od razu wywnioskowałam, że to nie wszystko. Poznałam po jej ciemnoszarych oczach.
- Należał do twojej matki - dodała, przerywając moje podejrzenia. Zamurowało mnie. Spojrzałam na ozdobę wiszącą na złotym łańcuszku. Było to niewielkie serce, wysadzane na wierzchu cyrkonią. Widziałam je na zdjęciach mamy. Powstrzymałam łzy. Chociaż mało pamiętam z lat spędzonych z rodzicami, wciąż mam przed oczyma ich wygląd. Matka - Amelia - wysoka, szczupła kobieta o oliwkowej skórze i kasztanowych, lekko pofalowanych włosach, a przedewszystkim z pięknymi, dużymi, jasnoszarymi oczyma. Zawsze uśmiechnięta i pełna życia. Tato - Marian - mężczyzna o czarnych włosach z wąsem tego samego koloru. Również uśmiechnięty, z dużym poczuciem humoru i zmarszczkami głównie od śmiechu. No i jeszcze siostra. Strasza ode mnie o dwanaście lat. Z opowieści cioci wiem, że była osobą skrytą, najpoważniejszą z naszej rodziny, z urodą odziedziczoną po mamie. W dniu wypadku ponoć uciekła, ale nikt z rodziny nie wie, gdzie teraz przebywa. Kilka osób twierdziło, że widzieli dziewczynę ze zdjęć, ale z innym kolorem włosów. Kiedy będę starsza, odnajdę ją i dowiem się, co tak naprawdę wydarzyło się w dniu pożaru. Ona jest jedynym świadkiem, a tajemnica ta nie została jeszcze rozwikłana.
 Nie zadawałam już więcej pytań. Udałam się w kierunku niewielkiego przedsionka, gdzie znajdowała się większość butów i odzieży wierzchniej. Założyłam moje ukochane, czarne martensy, czarny płaszcz, a do tego granatowe rękawiczki, czapkę i szalik. Przed wyjściem ucałowałam ciotkę. Idąc schodami do wyjścia z kamienicy, usłyszałam Annę.
- Wujek cię odbierze po imprezie, czekaj przed szkołą!
- Okej! - odpowiedziałam. Po chwili byłam już przed drzwiami. Uchyliłam je i od razu w twarz oderzył mnie lodowaty powiew wiatru. Stęknęłam i poszłam w kierunku szkoły.

 Droga wydawała się ciągnąć w nieskończoność. Śnieg pod moimi butami stał się białą, twardą i bardzo śliską masą. Oczywiście łączyło się to z tym, że już parę razy się przewróciłam.
 Przeszłam pięć minut, gdy usłyszałam przed sobą znajome głosy. Rozpromieniłam się i przyspieszyłam kroku. Byli to Julia Bartek - moi najlepsi przyjaciele. Po chwili znalazłam się pomiędzy nimi i wszyscy szliśmy pod rękę. Julka, ja i Bartek. Zewsząd zaczęli się zbierać uczniowie. Część szła tak jak my, wielu było samych.
 Zbliżaliśmy się powoli do szkolnej hali, gdy poczułam ciepło w miejscu, gdzie na mojej szyi spoczywało złote serce. Tylko w tym jednym miejscu było aż gorąco!
 Julia i Bartek toczyli rozmowę jakichś badziewnych trampkach, kiedy w końcu dotarliśmy do szatni. Czym prędzej zrzuciłam z siebie płaszcz o pobiegłam do łazienki. Odpięłam koszulę do miejsca, na którym zrobiło mi tak gorąco. Nic. Żadnego zaczerwienienia czy rany. Dotknęłam naszyjnika. Był dosyć ciepły. Zbladłam na twarzy, po czym zorientowałam się, że chce mi się wymiotować. Podbiegłam do muszli klozetowej i oddałam jej paluszki zmieszane z colą. Do łazienki wbiegła Julia, a za nią wszedł Bartek. Chwilę trwało, zanim pozbyłam się z żołądka wszystkiego. Poczułam w ustach gorzki posmak, po policzkach spływały mi ciepłe łzy. Szybko umyłam twarz i opłukałam jamę ustną. Po chwili szybko udałam się w kierunku boiska na hali. Ech, co za upokorzenie.
 - Może byś coś powiedziała? - rzuciła mi przyjaciółka.
- Co mam wam powiedzieć? Za dużo zjadłam, źle popiłam. To wszystko - wzruszyłam ramionami. Poznałam po wyrazie twarzy Julki, że zanosi się na poważniejszą rozmowę. Bartek najwyraźniej też.
- Będę z chłopakami, jak coś - rzucił niepewnie i pospiesznie poszedł w ich kierunku. Patrzyłam chwilę, jak odchodzi, po czym odezwała się Julia.
- No więc? - zapytała opierając rękę na biodrze.
- Co? Powiedziałam, dlaczego rzygałam - dziewczyna skrzywiła się.
- Niech ci będzie - od razu się zaśmiała. Po hali rozległ się kobiecy głos. Na scenę weszła starsza pani - nauczycielka polskiego. Przyjaciółka poprowadziła mnie w kierunku najbliższych krzeseł. Jej brązowo - złota spódniczka poruszyła się. Ona to ma oryginalny styl! Do tego założyła krótką, ciemnoróżową bluzkę z krótkim rękawem i fioletowym napisem GIRL. Pod nią miała czarny top z długimi rękawami. Na nogach czarne rajstopy i Conversy. Włosy miała związane w kitkę opadającą na bok. Miała długie, ale za to cienkie, jasnobrązowe włosy.
- Zanosi się na długą przemowę - szepnęła do mnie chichocząc. Odpowiedziałam jej również chichotem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz